moje zycie, moja tworczosc
  Małe formy
 

A gdybyś...

a gdybyś tak ułożył mnie na prześcieradle... białym, zimnym, sztywnym... najpierw musiałbyś sprawdzić palcem wilgoć moich ust, dotknąć ich, aby przekonać się, czy się dla Ciebie otworzą... myślę, że tak... wtedy chciałabym posmakować Twoich ust, poznać ciepło i smak Twoich warg.... to byłoby preludium...

dalej, pewnymi juz ruchami dłoni zdjąłbyś ze mnie krępującą ruchy odzież, ale powoli, powoli... po kolei... bluzeczka... spódniczka... staniczek uwolniłby te dwie półkule spragnione rozkosznych dotknięć języka... stringi i pończochy mógłbyś też zdjąć, w zależności od upodobania... zdjąłbyś czy zostawił?

moje ciało spragnione pieszczoty Twoich rąk niecierpliwie gnie się i nagina do ich żądań... pragnę tak bardzo, pragnę abyś dał mi rozkosz, która krzykiem wyrywa się z mojej piersi... jęk to za mało, tu trzeba krzyku...

 

 

z nieba do piekła

pragnę polecieć tam... a kiedy wrócę chciałabym jeszcze raz i jeszcze... ale nigdy tak samo... teraz pragnę przywitać Twoją męskość... składam delikatny pocałunek aksamitnymi wargami na jedwabnej skóreczce... to mało, chcę więcej... wsuwam go więc w usta i pochłaniam w całości jak wędrowiec spragniony dawno oczekiwanego posiłku: zachłannie... Twój oręż wypina się w moim kierunku jeszcze mocniej, jakby chciał zostać połknięty...mój język zaczyna swój taniec, pląsa najpierw jak baletniczka... a teraz ogarnia główeczkę szeroką falą i wycofuje się jak morze podczas odpływu... drażni i drażni... i znów ogarnia Cię fala gorąca, czujesz moje wilgotne masowanie i chcesz tak trwać jak najdłużej... albo może wspiąć się na szczyt?

 

I stało się tak...

że nagle Cię zapragnęłam... poczuć Twój delikatny, aksamitny dotyk dłoni... nie tylko na ręce, lecz wszędzie: zbłądź nimi pod bluzeczkę, rozepnij biustonosz, muśnij piersi tak, aby poczuły jak może być pięknie, aby zachciały jeszcze i więcej...

i Twoich ust pragnę, tych miękkich, soczystych... Twego zdecydowanego dotyku języka na moich wargach... ale nie tylko: chcę poczuć go wszędzie przeczuwając rozkosz doznań, jakie potrafi zapewnić... pójdź ze mną dokądkolwiek, albo inaczej: zabierz mnie dokąd chcesz: to może być nawet kino, nieważne jest miejsce, najważniejsze być z Tobą...

 

a może by tak?

wplącz swe długie zwinne palce w moje włosy, popieść te krótkie jedwabiste niteczki, pobaw się nimi do woli... tak lubię dojrzałe pieszczoty cierpliwych palców więc domagam się ich jeszcze i jeszcze... stamtąd zresztą, łatwo jest dłoni powędrować niżej, na kark, który niecierpliwie oczekuje już błysku przelotnego dotknięcia... teraz cała zamieniam się w oczekiwanie: mój dekolt bardzo wrażliwy chce być muskany opuszkami... nie, to nie wystarcza, proszę o Twoje wargi niosące ze sobą obietnice rozkoszy: odchylam lekko głowę i wiem, że za moment otworzą się dla mnie inne światy...

 

pocałunki

zastanawiam się, od którego miejsca mógłbyś zacząć... może dłonie? ich wewnętrzna i zewnętrzna strona... są wrażliwe, jak cała ja... kilka pocałunków złożonych z namaszczeniem, przepleć je z zainteresowaniem moimi ustami... ucałuj moje zdenerwowane wargi, popieść je językiem wilgotno, lecz niezbyt mokro... odpowiednie całowanie ust powoduje, że moja kobiecość powleka się wilgocią... następne mogłyby być szyja i dekolt: są spragnione pieszczot, zaniedbane... pocałunków domagają się też moje piersi, ich sterczące punkciki czekają już na ten moment, kiedy będą mogły wsunąć się w Twoje cierpliwe usta... gdy dotkniesz ich językiem...

Czy wiesz, że pępuszek też lubi pieszczoty?

O kobiecości mogłabym pisać godzinami: jak lubi być całowana, drażniona językiem, głaskana... całuj ją tak długo, aż nie wytrzymam i eksploduję spazmatycznym krzykiem lecąc poza horyzont... gdy wrócę, uspokoisz mnie łagodnym dotykiem i znów zaczniemy nasz taniec...

 

Strachy na lachy...

opowiedziałabym o tym, jak boję się życia, ale kto mi w to uwierzy?

opowiedziałabym o tym, jak boję się mężczyzn, ale chyba mnie wyśmiejecie?

opowiedziałabym o tym, jak boje się lęku, ale to brzmi absurdalnie...

opowiedziałabym o tym, jak boję się wysokości, ale jak pogodzić to z 8 piętrem?

opowiedziałabym o tym, jak boję się nowości, ale wciąż szukam ich przecież...

 

kochanie...

kiedy mężczyzna kocha mnie czule... lubię to. I lubię czas, który mi poświęca i całe jego skupienie... słów mi brakuje, aby wyrazić uczucia a jednak muszę, za wszelką cenę chcę to powiedzieć... chcę opowiedzieć jak jest mi dobrze, gdy mężczyzna pieści mnie i całuje moja kobiecość... gdy penetruje tunel rozkoszy w nieskończoność i znów i ponownie... rozum krzyczy: chwilę odpoczynku proszę... ale za moment znów usypia ukołysany rytmicznym ruchem języka i dłoni... bo przecież te wzloty lubię najbardziej... chociaż bliskość z mężczyzną jest również cudowna, to zespolenie w prawie jedno ciało... dobrze, że nie trzeba przeżywać męki wyboru między rodzajami pieszczot, mogę mieć je wszystkie... i nareszcie jest! nadeszło zmęczenie tak ogromne, że niewyobrażalne! czyż można śnić na jawie kolorowe obrazy tańczące w wyobraźni?

 

Co się dzieje?

co się ze mną dzisiaj dzieje? czyżby wiosna u mnie zawitała? jestem bez przerwy lekko podniecona, pragnę przytulić się do czułego mężczyzny... wtulić się w jego ramiona... chcę aby głaskał moje ciało, pieścił delikatnie, bez pospiechu, każdy jego zakamarek... czuję się chora, rozgorączkowana... nie wiem, co się ze mną dzieje...

pragnę poczuć język na moich wargach... (tak, dobrze zgadujesz, nie myślałam o ustach), pragnę, aby jednocześnie palce delikatnie wsunęły się do tunelu rozkoszy... proszę, daj mi odlecieć daleko, daleko... nie musisz iść tam ze mną, wrócę do Ciebie na pewno i wtedy możemy jeszcze raz i jeszcze i jeszcze... razem lub osobno, jak będziemy chcieli, przecież zawsze wrócimy z powrotem i znajdziemy się wygłodniałymi dłońmi pośród białej wymiętej pościeli...

 

skok w nieznane

tak naszło mnie coś, jakaś tęsknota... za nieznanym, nieznajomym... chciałabym przeżyć coś ekscytującego... wyobraźcie sobie taką sytuację:

umawiam się z panem z np. Sympatii na seks w pokoju hotelowym... powiecie: "to nic takiego, to już było" i będziecie mieć rację, ale... niezupełnie tym razem powinno być tak:

podałeś mi numer pokoju, stukam więc do odpowiednich drzwi i odwracam się do nich plecami... wychodzisz i zawiązujesz mi oczy jedwabnym szalikiem... nigdy Cię jeszcze nie widziałam i na razie nie zobaczę... wprowadzasz mnie do pokoju, sama nie dam rady, nie widzę nic... zaczynamy się całować, poznaje smak Twoich warg, taniec języka w moich ustach, dostosowuję do Ciebie swój rytm, zawsze jestem raczej uległa)... teraz zaczynasz mnie rozbierać, rośnie napięcie i stopień nawilżenia adrenalina jest jak narkotyk, jak alkohol: uzależnia...

gdy dotkniesz mych piersi, obejmiesz je dłońmi - co pomyślę, nie znając Ciebie? gdy poczuję nieznany mi dotyk pomiędzy udami - jak wtedy mi będzie? pieść mnie, pieść czule, namiętnie, chcę aby Twe usta poznały każdy skrawek mojej wrażliwej skóry... kochaj mnie tak jak chcesz, jak lubisz, ja też lubię wiele...

Co stanie się, gdy po kilku orgazmach, z oczu opadnie jedwabny szalik.........................

 

Mam ochotę na małe szaleństwo...

wyobraź sobie nasz spacer nad Wartą... chodzimy sobie po trawie w pewne piękne słoneczne popołudnie... jest cieplutko, gorąco prawie! juz dawno zrzuciliśmy prochowce, płaszczyki... słoneczko rozgrzało juz ziemię, jest ciepła: można wyjąć nogę z bucika i gołą stopą dotknąć trawy i .. nic, nie ziębi, lecz chłodzi przyjemnie ożywczą wilgocią wyczuwalną pod skórką... wokół jest pusto, spokojnie... na przeciwległym brzegu hasają dzieci, ale nie wiedzą nas, zaszyliśmy się w zieleni... jest błogostan i tylko jedno nie daje spokoju.. TY! Gdy jesteś obok, nie mogę myśleć o spacerze, przyrodzie... w pamięci mam wciąż upojne chwile spędzone razem i tak bardzo pragnę je powtórzyć...ta eksplozja doznań na białym prześcieradle... czy ma szansę powtórzyć się na zielonej trawie?

całujesz moje usta, wgryzasz się w nie niecierpliwie, jak chłopczyk w zerwany właśnie dojrzały owoc... oddaję Ci je i siebie w tej magicznej słonecznej popołudniowej godzinie... zanurzamy się w sobie nawzajem zasłuchani w słodką dla ucha muzykę rozkosznych jęków... czy pamiętasz, jak wyrażam moje doznania? Twoje usta zagłębiają się w mojej kobiecości, wiem, przeczuwam, że znów nie pozwolisz mi odpocząć, ale zgadzam się na wszystko: bądź Panem sytuacji... jestem uległa, chcę brać jak najwięcej rozkoszy dla siebie, jestem zachłanna: tak jak nie potrafię odmówić sobie ulubionego deseru, nie potrafię odmówić sobie tej przyjemności brania: wezmę tyle ile zechcesz dać i oddam tyle, ile zapragniesz wziąć...

 

arbuzowo-pomidorowy

pocałunek pod niebem parasolki smakuje wspaniale... nie znam wszystkich tajemnic i uroków życia, ale chcę poznawać je bez końca i do końca nie poznać... bo czymże byłoby życie, gdybym kiedyś obudziła się rano i pomyślała: wiem i znam juz wszystko, nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, posmakowałam życia w każdym jego przejawie, cóż pozostaje? ano, wiadomo, ale do tego akurat mi nie tęskno...

 

kasztany

kwitną przepisowo, jak co roku o tej porze (no, właściwie to są kasztanowce, ale ta nazwa wydaje się być zupełnie nieromantyczna)... dawno już nie próbowałam smaku pocałunków pod rozłożystym drzewem, a zapewniam: jest zupełnie inny niż kosztowany w zacisznej kafejce czy w czterech ścianach zamkniętych sufitem... smakują świeżo, wiosennie, mają tylko jedną wadę: jest ich wciąż za mało, za mało... mówisz, ze nie należy być zachłanną, bo ileż obiadów można zjeść na raz, ile sukienek ubrać w jednym momencie... może i masz rację, ale nie chcę tracić cechy zachłanności w odniesieniu do pocałunków, szczególnie tych spod kasztana... dziś przyszła dawno oczekiwana wiosna :-)

 

niebo

Kochany mój, jak chcesz TO zrobić? czy tak jak zawsze chcesz dać mi rozkosz? mam propozycję: zacznij od masażu... pleców. tak bardzo dziś mnie bolą wszystkie mięśnie, ścięgna, stawy... no i to napięcie, ten dreszczyk emocji, który spać nie daje, też przyczynił się do ogólnego samopoczucia...jestem jeszcze ubrana, musisz pomóc mi odpiąć biustonosz... jeszcze majteczki, to stringi, może chcesz je na razie zostawić? proszę... teraz ja: rozpinam Twoją koszulę, rozluźniam krawat... pasek od spodni, guziczek... resztę zrobisz już chyba sam, będzie zgrabniej... teraz kładę się na łóżku i Twoje dłonie wędrują na moje plecy... trwaj chwilo... kiedy już się odprężę, wstanę i przeciągnę się leniwie... zasunę story, po co ma ktoś widzieć, że tu jesteśmy? połóż się, proszę, chcę Cię dotykać, pieścić, smakować skórę, na której perli się rosa podniecenia... nozdrzami wchłaniam Twój zapach, który pobudza mnie momentalnie: tak bardzo kojarzy mi się z bogactwem doznań... chcę dotrzeć teraz do pewnego miejsca, ale powoli, powoli zesuwam się językiem po brzuszku i nareszcie zaczynam pieścić Twoją męskość, która wstała na powitanie... przymkniesz oczy? czy będziesz patrzył jak mój język zatacza kręgi na wałeczku rozkoszy? chcę ssać go i lizać, dotrzeć do tego maleńkiego miejsca łączącego skórkę z główką i pocierać koniuszkiem języka tak długo aż włoski uniosą się w uczuciu spełnienia i znów wziąć go w usta, głęboko, głęboko... chcę aby było Ci jak w niebie... wytryśnij wreszcie na moje usta, piersi, daj ujście ekstazie, chcę posmakować Twych kropli delikatnie językiem... a teraz przytulmy się na chwilę, aby odpocząwszy, znów zacząć wspólną wędrówkę po niebie...

 

czarodziej

pewnego dnia, kiedy siedziałam smutna przy komputerze i myślałam o tym, czy nie zrezygnować z prowadzenia bloga, przyszedł do mnie Czarodziej. Porozmawialiśmy trochę, pocałowaliśmy się... na początku wszystko wyglądało niewinnie. Miał wprawdzie takie oczy, że nie sposób było im się oprzeć, ale liczyłam na swój zdrowy rozsądek. W pewnym momencie dotknął mnie swoją różdżką i powiedział: "chcesz? dam ci coś, pewien dar, ułudę uczucia. Ale zastanów się zanim go przyjmiesz, bo zmieni on twoje życie i ciebie. Możesz żyć tak jak teraz, w odrętwieniu, spotykać się od czasu do czasu i tyle. A możesz osiągnąć całą gamę różnych uczuć i odczuć, będziesz mogła wyrażać je na różne sposoby. Będziesz cierpiała, ale zastanów się, czy tego nie lubisz? będziesz cierpiała z miłości i tęsknoty, z poczucia odrzucenia, które będzie przerywane tylko po to, abyś bardziej się przywiązała i mocniej tęskniła. Czy przystajesz na te warunki?"

zapytałam: "a co w zamian? oddam życie w marazmie i bez czucia w zamian za życie w cierpieniu, co więc z tego będę miała?"

Czarodziej się rozgniewał: "ech, Wy, młodsze pokolenie o hedonistycznym nastawieniu do życia! wciąż chcecie przyjemności!"

juz przestraszyłam się, że nic nie dostanę a właściwie chciałam ten dar, chciałam odczuwać, kochać, lecz także być kochaną... o to jednak nie śmiałam już zapytać... i tak jest do dziś.

 

Krasnal

dziś rano, gdy na dworze było jeszcze całkiem ciemno, obudził mnie czyjś głos, a właściwie przenikliwy szept. Otworzyłam oczy i rozglądnęłam się, ale nikogo nie zobaczyłam. Początkowo trochę mnie to zdziwiło, ale wiecie, jak to jest po przebudzeniu: nie byłam pewna niczego i czułam się z lekka oszołomiona. Postanowiłam poleżeć jeszcze trochę i ponownie zamknęłam oczy. Wtedy usłyszałam jednak całkiem wyraźnie głos, dobiegający zza mojego ucha. Obróciłam głowę i wtedy ujrzałam go. Był mały, nieco pokraczny ale zabawny w tych swoich zielonych szatkach. Krasnal. Znacie przecież ten mały ludek, o którym mówią, że związany jest ze światem baśni.

- cha cha cha - zaśmiał się cichutko - co, zdziwiona? - zaskrzeczał swoim głosikiem

- no.. trochę - odparłam z niemądrą miną - czemu zawdzięczam tę niespodziewaną wizytę  - spytałam

- pomyślałem, że coś Ci pokażę

- co? kiedy?

- a choćby i teraz

- ależ Krasnalu, ja muszę niedługo pójść do pracy!

- zdążysz, zdążysz... wskoczymy do innej płaszczyzny czasoprzestrzennej i wyskoczymy z niej tutaj, o tej samej porze.

- przekonałeś mnie, chodźmy!

Krasnal machnął jakimś patykiem, poczułam się dziwnie, nagle zauważyłam, że stoję z nim twarzą w twarz.

- trochę Cię zmniejszyłem, bo lepiej, żeby nas nikt nie zobaczył.

- w porządku, ale teraz uważajmy, bo jak mój synek przewróci się na drugi bok, to nas zgniecie jak pchełki - zaśmiałam się

Na kolejny ruch dłoni Krasnala: otworzyła się przed nami jakaś jakby dziura falująca mieszaniną wody i powietrza, może portal? Weszliśmy w niego i poczułam delikatną pieszczotę ciepłym wiatrem, jednocześnie fala uniosła nas i popłynęliśmy. Wokoło barwy zmieniały się: były pastelowe, o zimnej i ciepłej tonacji naprzemian, ale trudno było w tej plątaninie zidentyfikować jakiś konkretny kolor. Wreszcie wylądowaliśmy.

- Gdzie jesteśmy - zapytałam szeptem

- Nie poznajesz?

Rozglądnęłam się i powoli zaczęłam kojarzyć miejsce. Wreszcie wzrokiem odszukałam osoby. To byłam ja i mój chłopak, jakieś 12 lat wcześniej. Spaliśmy przytuleni do siebie, zadowoleni, ja z lekkim uśmiechem na twarzy. Nagle moje rysy zmieniły się, wykrzywił je grymas bólu i zaczęłam płakać we śnie...

- Pamiętam - powiedziałam do krasnal - wiesz, co mi się teraz śni?

- Opowiedz

- teraz śnię sen okropny... jestem żoną mężczyzny, który śpi ze mną i jestem nieszczęśliwa. on zamknął  mnie w jednym z pokoi naszego domu i chce doprowadzić do mojego szaleństwa. Mam tam telewizor, gdzie widzę, co on robi ze swoja kochanka, jak się z nią kocha, jak ją pieści i jak snuje plan pozbycia się mnie. Próbuje zrobić ze mnie osobę obłąkaną, doprowadził juz do tego, że nikt mi nie wierzy. Dlaczego? Bo majątek jest mój, więc zwykły rozwód nie wchodzi w grę... Lepiej mnie zamknąć w zakładzie... a ja go tak kocham, aż boli... z opresji ratuje mnie moja matka: przedziera się do mnie przez wielkie ogrodzenie i ratuje z opresji. Ulga. Napięcie senne opada. Widzisz, Krasnalu, jak dobrze pamiętam?

- tak, rzeczywiście, jestem zdumiony. Sen sprzed 12 lat, to niesamowite.

- chyba nie chcę już kochać, nie chcę, żeby bolało. Ten, który kocha, jest na straconej pozycji.

- mylisz się, ten kto kocha, zawsze wygrywa. Ale może ty mylisz pojęcie "kochać" z pojęciem "posiadać na własność", "pragnąć", "pożądać" ?

- może masz rację, wtedy tak chyba właśnie myślałam...

Zadumałam się nad sobą, ale nie na długo, bo Krasnal powiedział, że czas wyruszyć w dalszą podróż. Przebiegła podobnie do pierwszej, znów wyrzuciło nas w jakimś miejscu.

- czy to też już widziałam?

- nie, to nie Twoja przeszłość. To życie innych ludzi. Popatrz.

Ujrzałam łóżko a w nim mężczyznę i kobietę. Pieścili się, całowali i uśmiechali do siebie. omal nie krzyknęłam

- Krasnalu, ja ich znam!

- tak, wiem. Często myślałaś, czy są szczęśliwi, teraz masz możliwość to sprawdzić naocznie.

- ale to nie w porządku, oni są w takiej intymnej sytuacji...

- myślałby kto, że niewiniątko z ciebie - zaśmiał się Krasnal - nie widziałaś nigdy kochających się par?

- no dobra, dobra, ale to za obopólna zgodą - odparłam rumieniąc się na wspomnienie poprzedniego życia

- no dobrze, nieważne, możemy iść dalej

- chodźmy więc - zgodziłam się

Weszliśmy ponownie w portal i Krasnal zapytał

- dokąd chciałabyś się przenieść?

- pokaż mi Wniebowstąpienie. Chcę się nauczyć, jak to zrobić w przyszłości

- szalona!

- nie, dlaczego? już od dawna noszę się z tym zamiarem. Nie rozstanę się z moim ciałem i na kolejne wcielenie nie mam już ochoty. Pokaż mi Wniebowstąpienie.

- nie mogę, nie potrafię - wił się Krasnal

- dlaczego?

- to zbyt odległy czas...

- chrzanisz! kłamiesz! czas nie jest nigdy zbyt odległy, to przecież jedna i ta sama zasada. jeśli mogę widzieć to, co miało miejsce 12 lat temu, tak samo możesz mi pokazać to, co stało się 1972 lata temu.

- no dobra, przyznaję, że masz rację. To jest możliwe, i nawet łatwe. Ale nie chcę Ci tego pokazać.

- dlaczego?

-może nie jesteś jeszcze gotowa? może będziesz widziała i nie zobaczysz? będziesz słyszała i nie usłyszysz? nie proś mnie o to, to zbyt duża odpowiedzialność dla kogoś tak małego jak ja. Mogę pokazać Ci Jezusa nauczającego mędrców w świątyni, albo kazanie na górze, albo co tam jeszcze chcesz, ale nie to!

- w takim razie pokaż mi cud narodzin... - zgodziłam się zrezygnowana

Portal zasrebrzył się i zadźwięczał dzwonkami. Podróż była najpiękniejsza ze wszystkich dotychczasowych. Kiedy wylądowaliśmy, zobaczyłam salę operacyjną. Staliśmy na podłodze, więc nic nie widziałam.

- Krasnalu, coś ci się chyba pomyliło? to sala operacyjna i w dodatku nic nie widzimy

W odpowiedzi Krasnal machnął ręką i złoty pył, który się na nas posypał, uniósł nas w górę. Wtedy zobaczyłam znajomą twarz. To znów byłam ja. Wpół uśpiona, wpół przytomna, z rozciętym podbrzuszem, aparaturą na rękach, zaciskiem na palcu...

- no nie, dlaczego jesteśmy tutaj?

- ciicho... właśnie dzieje się cud!

Zobaczyłam, jak lekarz wyjmuje mojego synka, jak daje mu klapsa, aby wreszcie otworzył płuca. Później przekazał maluszka lekarzowi pediatrze aby ten go odśluzował, oporządził i zbadał.

Za chwilę pokazali mi dziecko, prawie nie mogłam go dotknąć, jedną rękę miałam przywiązaną do łóżka, na drugiej jakieś urządzenia... Obserwując to wszystko na nowo poczułam tamten ból, który rwał mi duszę: chciałam go przytulić, był taki piękny, a tu totalne ubezwłasnowolnienie.

- Krasnalu, dość osobliwie spełniłeś moje życzenie - zaczęłam

- przecież nie sprecyzowałaś dokładnie o kogo Ci chodzi. A gdybym pokazał kobietę, która właśnie urodziła dziecko, to co byś czuła? Nie zastanawiałabyś się, dlaczego nie pokazałem Ci ciebie - istoty najważniejszej dla Twojej świadomości? Nie myślałabyś sobie: o, jaki ona miała fajny poród, a ja tak cierpiałam? nie pozazdrościłabyś, że tak nie potrafisz?

- nie, Krasnalu, na pewno nie. Wiem już, że ja sama wybrałam to doświadczenie, tak chciałam i tak się stało. Nie muszę zazdrościć, łatwe porody są już poza mną, wielodzietne rodziny i bezpłodność, stosy czarownic i ich pławienie... wszystko znam, wszystko przeżyłam, teraz już tylko zbieram wnioski i podsumowuję...

- rzeczywiście? hmmmm - zamyślił się Krasnal - może byłaś gotowa na Wniebowstąpienie... ale już minęło, szansa umknęła, trudno

- trudno.

- trochę mi głupio

- nie szkodzi, sama się nauczę, gdy przyjdzie pora aby odejść. Ale to jeszcze wiele, wiele lat... Przeżyję Cię, Krasnalu - uśmiechnęłam się. Możemy wracać. Ten cud był piękny.

Kiedy portal wyrzucił mnie do mojego łóżka, łupsnęłam w poduszki i kołdrę. Zaraz rozejrzałam się i sprawdziłam, czy synek śpi dobrze, czy go nie obudziłam. Ale właśnie obracał się na drugi boczek i rączka po omacku szukał smoczka. Podałam mu i ułożył się na brzuszku, główkę odwrócił w moja stronę. Był taki ciepły, pachnący, przez sen zaczął rączką szukać mojego ucha. Położyłam się i podstawiłam mu ucho jak zwykle. A co tam, najwyżej się spóźnię do pracy. A może Krasnal będzie tak miły i jeszcze trochę cofnie czas...

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 11 odwiedzający (16 wejścia) tutaj!  
 
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja