TRYPTYK Z DWORKIEM W EPILOGU
JAZDA
siedział po jej prawej stronie i uśmiechał się ironicznie, kiedy przestraszona poruszała biegami jego auta. silnik warczał sympatycznie i lekko podniecająco. jej dłonie spociły się a na usta wypełzł nerwowy grymas...
jak ci się jedzie? - spytał wciąż z tym uśmiechem
całkiem dobrze, dziękuję za troskę - odparła
ale nie mówiła prawdy: siedziała z gumową proteza penisa wewnątrz swego rozedrganego ciałka i nie do końca potrafiła skupić się na jeździe.
Tymczasem towarzysz podróży włożył dłoń między jej rozgorączkowane nagi uda i przesunął możliwie najbardziej ku górze... w końcu dotknął jej wilgotnej orchidei.
chce, abyś była mokra, bardzo bardzo mokra - wyszeptał głośno i namiętnie aż zaraził ją swoim żarem........
przed nimi wiła się długa droga do uroczego, opuszczonego dworku.
OBIAD
siedzieli przy stole długo czekając na kelnera, jakby o nich zapomniał. Nareszcie podszedł:
czym mogę państwu służyć, co podać?
dla pani szklankę zimnej wody, widzi pan, jak jest podniecona?
kobieta zarumieniłaby się, gdyby potrafiła. poczuła się wystawiona na widok publiczny, jak pod pręgierzem. Czuła się winna, jej podniecenie sięgało zenitu a motylek ubrany zamiast majteczek trącający łechtaczkę wibracjami rozpraszał myśli...
dla mnie krwisty befsztyk z pieczonymi ziemniakami i gotowane warzywa - kontynuował zamówienie Pan - acha, i jeszcze butelkę wina xx do pokoju 313
dziękuje za zamówienie - skłonił się kelner z kamienną twarzą
moja prywatna dziwka, moja! - wyszeptał Pan ponad stołem - jaka niewinna i zawstydzona swoim bezwstydem i ukochaniem perwersji...
zapowiadał się długi wieczór.
NOC
w pokoju panował miły, ciepły półmrok. wino czekało już, kieliszki również. Pan napełnił jeden z kieliszków, a drugą porcję wina nalał do porcelanowej miseczki i postawił ja na podłodze.
nie wyobrażaj sobie, ze Twoje miejsce zawsze będzie przy stole - uśmiechnął się kąśliwie
często się uśmiecha, pomyślała kobieta, ale zazwyczaj ironicznie, złośliwie, nieżyczliwie. uśmiech nie był tym, czym zwykł bywać u innych ludzi. picie wina z miski postawionej na podłodze nie bawiło ją wcale, ale poczuła rosnące podniecenie Pana, kiedy zbliżyła usta do pierwszych kropli wina. dla odczuwania czyjegoś podniecenia warto nawet zrobić coś, czego się nie lubi...
chciałbym, żebyś spała na podłodze, jak zwierzę - powiedział Pan
jeśli takie jest Pana życzenie...
powiedziałem "chciałbym" - bo jednocześnie chce, abyś się wyspała przed dalszą podróżą a na podłodze będzie zbyt twardo. dlatego tym razem położysz się obok mnie
kobieta była zadowolona z tego stanu rzeczy. totalne poniżenie i masochizm nie były jej potrzebne do osiągnięcia zadowolenia i przyjmowała je o tyle, o ile sprawiały rozkosz drugiemu uczestnikowi gry, aby poczuć te jego wibracje...
tymczasem czekała ich zwyczajna noc.
ZWIEŃCZENIE DZIEŁA J
DWOREK
po długiej podróży dotarli do opuszczonego i zapomnianego chyba przez wszystkich, dworku. Z zewnątrz prezentował się niezbyt dostojnie: brakowało niektórych zdobień i nie wiadomo było, jaki kolor pierwotnie nosiły ściany budynku. Kiedy zaczęli wchodzić po schodkach, ukruszył się jeden z nich. Ale to wszystko i tak nie zapowiadało totalnej ruiny, którą zastali wewnątrz.
Kobieta przestraszyła się i nie chciała iść dalej: schody na piętro groziły zawaleniem a stropy wyglądały tak, jakby miały za chwilę spaść na ich głowy, pokrywając je kurzem i słomą, która przebijała spod poczerniałej prawie farby pokrywającej sufit.
tu jest niebezpiecznie - rzekła w końcu
trochę, ale nie tak bardzo jak ci się wydaje. Bywałem tu nieraz i zapewniam, ze nikomu nie stało się nic, czego bym nie przewidział - odparł towarzysz jej podróży. - chyba zapominasz o podstawowej zasadzie naszego układu: zaufaniu
przecież wcale się nie znamy, trudno ufać komuś zupełnie obcemu - odpowiedziała z wahaniem i lękiem w oczach
właśnie to lube - zamruczał nieoczekiwanie - lubię, kiedy jesteś przestraszona, bezbronna, zdana na moja łaskę i niełaskę. Zobacz, co zrobiłaś - silnym chwytem za szyję i włosy zmusił ją do zbliżenia twarzy w okolice jego krocza. Zobaczyła, ze spodnie wydęły się w nienaturalny sposób...
rozpalasz mnie tak od początku naszej podróży, ale wytrzymam jeszcze - powiedział wzburzonym tonem, nieco przez zęby - najbardziej lubię ten stan już podniecenia sięgającego zenitu a jeszcze niespełnienia
pchnął ją na zakurzoną i rozpadającą się sofę. Kiedyś musiała być piękna i kosztowna, ale czas był dla niej nieubłagany. Swoją drogą, ciekawe jak to się stało, że nikt jej nie skradł - przemknęło jej przez myśl - może była uszkodzona juz wcześniej i dlatego ocalała? Ale ta myśl była tylko muśnięciem, błyskiem, przerwą w natłoku podniecających bodźców płynących ze stanu niepewności, lęku i podniecenia podróżą z mężczyzną który oglądał ją, podczas postojów dotykał jej obnażonych piersi, szyi, dłoni. Niektóre odcinki pokonywała mając w sobie wibrator, innym razem stymulator łechtaczki lub kule rozkoszy: metalowe, małe i ciężkie.
obłok kurzu, który wzbił się z sofy spowodował nagłą salwę kichnięć.
nie chcesz chyba powiedzieć, ze jesteś uczulona na kurz? - spytał podając jej chusteczkę
niestety, właśnie tak jest - odparła
w takim razie kneblować cię będę w lesie - postanowił i zaraz dodał - chodź, idziemy
dworek był otoczony starymi drzewami, do jednego z nich, którego nie była w stanie objąć rękami, przywiązał ją twarzą w twarz z korą. Ręce w ramionach naciągnęły się rozkosznie mocno...
czy wiesz, ze jesteś tu zupełnie bezbronna? - spytał z lubością
tak - nagła panika zdusiła glos i zabrzmiał cichutko
jesteś szalona, zdajesz sobie z tego sprawę? nikt nie wiem gdzie i z kim przebywasz, przecież mógłbym zrobić z tobą wszystko, łącznie z porżnięciem twojego ciała na kawałki
Nagle miała tego dość. Pomyślała, ze chce uciekać. Tylko jak?
Aby pogorszyć jej samopoczucie, spoglądając w oczy, zbliżył knebel do jej ust.
proszę, nie - jęknęła. Czuła, ze nie pozwoli na to, chociaż właściwie nie miała wielkiego wyboru.
otwórz usta - rozkazał
pokręciła przecząco głową. To już był lęk pomieszany z rozpaczą.
otwórz usta, masz mi być posłuszna. a ja zastanowię się, czy założę ci ten knebel - dodał spokojnym aczkolwiek stanowczym tonem
Otworzyła usta zamykając jednocześnie oczy. Oczekiwała gumowej kulki gdy tymczasem poczuła.. pocałunek. Pan pocałował ją prosto w półotwarte, wilgotne wargi. Uczucie, które towarzyszyło temu było trudne do opisania. Tak chyba mógłby czuć się skazaniec na krześle elektrycznym, któremu nagle cofnięto wyrok.
Zaśmiał się widząc zdumienie malujące się na jej twarzy i powiedział: teraz zostaniesz ukarana za nieostrożność i bezmyślność a także to, ze pozwalasz swoim popędom rządzić sobą. Nie chciałbym abyś jeszcze kiedyś w przyszłości pozwoliła sobie na szaleństwo wyjazdu z kimś, kogo nie znasz, rozumiesz?
Nie czekając na jej odpowiedź wyjął z bagażnika dużą czarną walizkę wyłożoną czerwonym aksamitem. Nosił w niej zabawki, których zamierzał użyć za chwilę.
Pierwsze uderzenie było prawie pieszczotliwe. Następne już coraz mocniejsze. Kiedy krzyknęła, znów podszedł do niej z kneblem.
Lepiej, żeby nikt nas tu nie usłyszał. To jedno. A po drugie - pragnę cię ujrzeć z nim w ustach - wskazał na czarny, skórzany pasek z czerwoną kulką pośrodku - otworzysz usta?
Skinęła głową i posłusznie pozwoliła sobie zapiąć pasek czując, jak kula wpasowuje się w jej szczękę. Przez chwilę nie mogła złapać tchu, walczyła z uczuciem paniki i kiedy zwyciężyła, zauważyła, ze może swobodnie oddychać nawet, gdyby miała zatkany nos.
jesteś cudownie mokra, taka właśnie miałaś być - mężczyzna dotknął jej krocza - właściwie jestem z ciebie zadowolony i chyba zasłużyłaś na nagrodę. Jeszcze tylko kilka mocniejszych batów za lekkomyślność - uśmiechnął się po raz pierwszy chyba szczerze
Przy każdym kolejnym, nieregularnie padającym uderzeniu, zaciskała zęby na gumowej kulce. Pan w przerwach gładził jej pośladki i część pleców. Na koniec uderzył trzy razy w tak mocny sposób, ze z jej oczu popłynęły łzy. Po udach zaś, spłynęły soki podniecenia.
Uniósł jej twarz, taką mokrą i piękna w tym momencie.. Poczuł, ze jego podniecenie staje się nie do zniesienia. Odwiązał kobietę od drzewa, uwolnił jej usta po to, by zatopić w nich swoje i odpłynąć razem w niebyt i współprzebywanie, stopić się z linia horyzontu nie nieba i ziemi, lecz bólu, rozkoszy, podporządkowania i dominacji...