moje zycie, moja tworczosc
  Reportaż zaangażowany
 

Poznali się w sieci, trochę nietypowo. Ona wpisała się do jego księgi gości po rozmowie z Przyjaciółką, która zarekomendowała go jako świetnego kochanka. Dlaczego to zrobiła? Sama nie wiedziała, przecież nie potrzebowała kolejnego romansu, nie szukała już w zasadzie przygód, ale jakoś tak... Zaciekawiło ja to, co usłyszała na jego temat. Odezwał się do niej szybciutko, aż się zdziwiła. Rozpoczęła się wymiana maili, lecz niespodziewanie dla samej siebie poprosiła go o numer telefonu, miała możliwość zadzwonić z biura. Nie potrafiła rozmawiać, bała się rozmów z ludźmi, ale z nim okazało się być inaczej: czuła zdenerwowanie, lecz nie takie paraliżujące, rozmowa sprawiała jej przyjemność a jego intrygujący głos spowodował, że... no właśnie, gdy poszła do łazienki ze zdumieniem odkryła, iż jest mocno podniecona!

Weszła ponownie na jego stronę, gdzie zauważyła usunięcie jej wpisu z księgi gości. "Wytrawny łowca" pomyślała "nie pozostawia śladów" i sama nie wiedziała, czy jest jej przykro czy śmieszno.

Kiedy zapytał ją, jak do niego dotarła, zmartwiała ze strachu: Co będzie, gdy się domyśli? Powiedziała, że źle wypełniła pola w wyszukiwarce, pomyliła województwa i tak przypadkiem trafiła na niego, szuka bowiem kogoś takiego jak on: inteligentnego a jednocześnie kreatywnego kochanka. Nie spodziewała się, że jej uwierzy, ale przyjął wyjaśnienie bez zastrzeżeń: nie miał przecież powodu, aby wątpić w jej słowa lecz wiadomo, że "na złodzieju czapka gore" i dlatego czuła się tak niepewnie.

Przez kolejne dni obydwoje "nakręcali" się na siebie. Ona chyba bardziej. Ale nie była pewna, gdyż on trochę ją studził, co jednak ze względu na różnicę wieku i lata doświadczeń wydawało się to być naturalne. Ona zresztą zawsze była egzaltowana i szybko potrafiła wpadać w zachwyt i uwielbienie, jeśli była do kogoś lub czegoś przekonana. Co do niego była. Podziwiała go za to, jaki i kim jest. Za walkę, którą stoczył a którą bardzo dobrze rozumiała. Za wiedzę i mądrość życiową. Za to, ze był i był podobny do niej. Czuła się tak bardzo akceptowana: ona sama i jej seksualność. Powoli zaczynała myśleć o nim jak o swoim idolu, z tym, że ona nigdy niczego nie robiła całkiem trzeźwo. Zawsze trochę jakby w odurzeniu z wiedzą o tym, iż w każdej chwili może otworzyć furtkę i uciec. Czasami okazywało się, że już za późno i nie można, nie wypada, ale i to jakoś przeżywała i przełykała gorycz lub słodycz pomyłki.

Wreszcie nadszedł dzień ich spotkania. Pojechała do hotelu w stringach, podwiązkach i pończochach. Wiózł ja taksówkarz z zaprzyjaźnionego radia taxi i oniemiał, kiedy jej krótka spódniczka odkryła te skarby jego zdumionym oczom.

Weszła wreszcie do budynku i przed recepcją spotkała Jego. Była przerażona swoją odwagą i śmiałością: narzuciła mu się niejako we własnym odczuciu a teraz przyszło ponieść konsekwencje. Nie było odwrotu, zdawała sobie sprawę z tego, że nie odrzuci go, bo tak się przecież umówili. A jednak chyba była zarozumiała: nie przyszło jej do głowy, że może zostać odrzucona...

Rozmawiali jakiś czas w barze hotelowym, ale momentami nie słyszała jego słów, gdyż w głowie tłukły się słowa: "on Cię za chwilę zerżnie, za chwilę Cię zerżnie" i tak w kółko, niezależnie jakby od jej szarych komórek.

Poszli wreszcie do pokoju, którego centrum stanowiło duże łóżko. Pochylił ją nad nim, uklękła. Zdjął z niej część odzieży (jaką? nie pamiętała, była jak w amoku) i wszedł w nią natychmiast. Przyjęła go i zdziwiła się, że tak łatwo poszło, była raczej dość ciasna a tu taki interesujący rozmiar... ale nie bolało, sprawił jej przyjemność.

Spędzili ze sobą cały dzień, pieprzył ją na parapecie, na umywalce w łazience, przed wielkim lustrem. Kazał jej patrzeć na to, co robi. Patrzenie prawie bolało. Niezwykle. Ale podniecająco. Kiedy uderzył ją w twarz, myślała, że umiera z rozkoszy. Masochistka? Trochę chyba tak... Gdyby uderzył ktoś inny, nie wie, jakby to przyjęła, ale on był taki ciepły, czuły, przyjacielski i jednocześnie stanowczy. Wiedziała, była pewna, że nic jej nie grozi. Czuła się bezpiecznie i dobrze. Chyba pozwoliłaby mu na wszystko, czego by zażądał. Mówił do niej wulgarnymi słowami, co wcale jej nie raziło, to było dziwne, na co dzień nie znosiła chamstwa, ale on nie był chamem, wręcz przeciwnie, natomiast używał słów w celu zwiększenia podniecenia. Nie miał zresztą chamskiego, prostackiego akcentu: gdy wypowiedział słowo "chuj" miało ono intonację podobną do tej, jaką posiada zwrot "bułka z masłem", no może jedynie ładunek emocjonalny był inny. Wcześniej umówili się, że gdy ona pójdzie do toalety, nie zamknie drzwi za sobą: dotrzymała słowa. Nie potrafiła się skupić, nie mogła swobodnie zrobić siusiu, ale wreszcie udało się. Gdy sięgnęła po papier toaletowy, podszedł do niej i wziął ją za rękę, przypominając o dalszej części umowy. Wyrzuciła posłusznie papier i poszła z nim do łóżka. Kiedy zlizywał z niej mocz zmieszany z podnieceniem leżała grzecznie, zszokowana i zdziwiona. Pocałował ją i poczuła swój smak taki, jakiego nigdy nie znała.

W przerwach rozmawiali, obdarzali się czułością, całowała go tak, jak całuje się kogoś bliskiego, jak całuje się dziecko. Zjedli razem obiad i po powrocie do pokoju rozebrał ją leżącą na parapecie, a ona z wielką ochotą zaczęła ssać jego męskość. I znów był parapet, ale już bardziej leniwie, już w pewnym nasyceniu sobą, już nie tak dziko i pierwotnie. Gdy leżała później na łóżku, na brzuszku, poczuła nagle miły chłodek delikatnej cieczy, którą ją oblał. Widziała wprawdzie oliwkę dla niemowląt, ale myślała, że może używa jej zamiast balsamu do ciała. Delikatnie rozprowadzał oliwkę po skórze, cieniutki strumyczek wlał się pomiędzy półkule pośladków i miedzy wygolone dokładnie wargi: te większe i mniejsze. Odwrócił ją później na plecy i pieścił boleśnie większą liczbą palców niż zwykle, ale dłoni nie zmieścił. Wiedziała, że się nie uda, to w jej przypadku chyba nie było możliwe.

Podstępnie i cicho nadszedł czas jego wyjazdu, zaczął więc zbierać swoje rzeczy. Wcześniej poszli razem pod prysznic, miała wtedy straszną ochotę namydlić go mocno i włożyć mu palce w anus. Nie odważyła się jednak.

Poprosił ją, aby znalazła numer telefonu do recepcji, nie chciał zakładać okularów. Rozczuliło ją to niesamowicie, poczuła się potrzebna i strasznie zachciało się jej zaopiekować nim jakoś, ale magiczny czas minął.

Pożegnali się jeszcze w pokoju, wyszli z niego razem, lecz ich drogi rozeszły się w holu: on poszedł do recepcji, ona skierowała się do wyjścia z silnym postanowieniem, że nie będzie się oglądać za siebie. Bała się cierpienia. Przeczuwała, że nigdy więcej się nie spotkają. Błędnie. Ale wtedy właśnie tak było, tak czuła. Świeciło słońce i było gorąco, wcześnie jak na tą porę roku, było cieplej niż tego lata.

Wiedziała, że mogłaby go pokochać. Nie miała wówczas jeszcze pojęcia, że ta jej gotowość może być groźna dla niego, spragnionego ciepła i miłości perwersyjnego kochanka.

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 10 odwiedzający (18 wejścia) tutaj!  
 
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja