| |
Nasza opowieść zaczyna się wcale nie od początku, ale jest tak pasjonująca, że nie sądzę, aby komuś to przeszkadzało. Trzeba tylko zacząć czytać i wczuć się w przeżycia bohaterki...
Była piękna wiosna, pora w sam raz na rozpoczęcie nowego życia. Miriam po raz ostatni spojrzała na stary budynek, w którym mieszkała ponad 30 lat. Poczuła cos nieokreślonego w okolicy serca, jakiś ucisk, ale nie był to smutek. W rzeczywistości cieszyła się bardzo na tę przeprowadzkę do maleńkiej miejscowości położonej setki kilometrów od miejsca, które jeszcze niedawno było jej domem.
Ocknęła się słysząc trąbienie. Synek wraz z jej przyjacielem siedzieli już w jego samochodzie a wozy z meblami dawno opuściły ulice Poznania. Uśmiechnęła się i wskazała dłonia na sklep, w którym po raz ostatni zamierzała kupić coś na drogę: jakąś wodę mineralną, paluszki czy ciasteczka - sama jeszcze nie wiedziała.
- dzień dobry, poproszę rumianek - przypomniała sobie, że nie spakowała żadnej herbaty aby móc zaparzyć kubek czegos ciepłego, gdy dojadą juz do jej nowego domu.
- dzień dobry, pani jeszcze w Poznaniu - spytała właścicielka sklepu
- tak, ale właściwie już tylko jedna nogą - zaśmiała sie Miriam. - Za moment wyjeżdżamy. - z tymi słowami podała jeszcze sprzedawczyni butelkę "Nałęczowianki".
- no to życzę szerokiej drogi i dużo szczęścia w nowym domu - odpowiedziała sprzedająca, wydając resztę pieniedzy wraz z paragonem.
- dziękuję, do widzenia - uśmiechnęła sie nasza bohaterka i wyszedłszy ze sklepu, dołączyła szybciutko do oczekujących ją mężczyzn.
- no to co, jedziemy? - spytał Waldemar
- jedziemy, o niczym innym nie marzę - odparła sadowiąc się wygodnie na siedzeniu obok niego. - Jak ci się siedzi, syneczku - odwróciła sie jeszcze do pięcio i pół letniego chłopczyka umieszczonego w foteliku i przypiętego pasami bezpieczeństwa.
- dobrze - odpowiedział niezbyt uszczęśliwiony malec.
Tak, tak to czasami bywa. Matka jechała rozpocząć nowe życie, synek zostawiał tu najpiekniejsze dziecięce wspomnienia, swojego tatę, babcię i ciocię. Nie był szczęśliwy, bo nie rozumiał wielu spraw i odczuwał stratę, w przeciwieństwie do jego matki, która czuła, że jej prawdziwe życie dopiero się zaczyna.
Droga dłużyła się i maluszek zapadł w sen. Waldemar prowadził auto tak dobrze, że Miriam nie musiała sie martwić i oddała się wspomnieniom. Spojrzała na Waldiego i przypomniała sobie, jak kiedyś, po raz pierwszy zadzwoniła do niego. Było to tak dawno, dawno temu, gdy jeszcze pracowała w firmie X, a on był jej klientem. Czy zakochał się wtedy w jej głosie? Czy moze później, gdy spotkał ją służbowo po raz pierwszy? A może dopiero wtedy, gdy wyjechali razem, do obcego kraju. Kiedy czuła się przy nim jak niedorosła dziewczynka i uczyła się od niego wewnętrznego spokoju, opanowania, zadowolenie z prowadzonego życia obojętnie, jakie by ono nie było?
I kiedy ona się w nim właściwie zakochała? Nie chciała tego, jako, ze był mężczyzną żonatym a ona nigdy nikogo nie krzywdziła, także nie chciała wyrządzić zła jego rodzinie. Jednakże uczucie, które nimi zawładnęło, chociaż irracjonalne, było tak silne, że ani ona ani on nie umieli sie jemu oprzeć. Nie, nie odebrała go w końcu rodzinie, ale wciąz go od niej odciągała. Co czuła teraz, kiedy przeprowadzała się do wioski położnej w pobliżu jego rodzinnej miejscowości? Chyba tylko radość z tego, że będą mogli się spotykac od czasu do czasu. I tylko miała nadzieję, że rodzina Waldemara nigdy się o niczym nie dowie.
- o czym myślisz? - spytał mężczyzna
- wspominam - uśmiechnęła się
- może nie mam ci przeszkadzać?
- przeszkadzaj, ile tylko chcesz - przesunęła się w jego stronę przygarnieta ramieniem i pocałowała go w usta. Synek spał, mogła sobie na to pozwolić.
|
|